niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 8

   -Co zrobiłaś?!- wykrzyknęła zdziwiona Rose gwałtownie wstając z łóżka.
-No... To było... W samoobronie!
-Grace do cholery, kto przy zdrowych zmysłach całuje groźnego psychola w samoobronie?!
-Może trudno to zrozumieć...- Zaczęłam, jednak ucięłam w połowie, nie znajdując odpowiednich słów. Sęk w tym, że ja sama tego nie rozumiałam. Nie wiedziałam po jakiego chuja w ogóle pchałam język w jego usta. Może mój dawny instynkt Co- Robić- Kiedy- Harry- Świruje ponownie dał o sobie znać. Przez wspólnie spędzone lata nauczyłam się skutecznie koić jego nerwy, zwalczać chore pożądanie, czy agresję. Zasadniczo sprawdzało się kilka metod:
    Cisza. Coś, czego Styles szczerze nie cierpiał. Coś co kojarzyło mu się z pustką i samotnością, czyli czymś czego nienawidził jeszcze bardziej. Kiedy wybuchał gniewem- milkłam. Potrafiłam nie odzywać się cały dzień, nawet unikać jego wzroku i wszelkich dotyków. Zupełnie jakby mnie nie było. To doprowadzało mojego byłego do obłędu. Zero jakichkolwiek dźwięków, których nie wydawałby on sam, brak odzewu z mojej strony. Kiedy zamykałam się w sobie pojmował, że przemocą nic nie zdziała. Szybko łagodniał i dawał za wygraną. Przepraszał, wręcz błagał, żebym powiedziała chociaż słowo. Przytulał mnie, nosił na rękach, łaskotał- próbował wszystkich subtelnych sposobów, byle usłyszeć cokolwiek z moich ust. Wracał do swojej słodkiej normalności, którą kochałam w nim najbardziej.
     Odwet. Odparcie ataku. Jakkolwiekby tego nie nazwać- musiałam na chwilę stać się taka jak Harry. Skumulować całą złość i wyżyć się na nim, tak jak on sam to robił. Nie umiałam w prawdzie katować do nieprzytomności, ale cóż... Takie wybuchy nie zdarzały mi się często, bo zawsze mocno je przeżywałam. Nie jestem święta, tylko z natury dość spokojna, dlatego nie lubiłam działać w ten sposób. Zawsze jednak coś udawało mi się osiągnąć, więc chcąc nie chcąc czasem dawałam się ponieść. Krzyczałam i wyzywałam (dzięki Bogu, że najbliżsi sąsiedzi znajdowali się jakieś pół kilometra od naszego domu i nie słyszeli tych awantur); nawet biłam- chociaż jak łatwo stwierdzić, kilkukrotnie silniejszy chłopak ani drgnął. Coś jednak drgało w jego sumieniu. Skoro doprowadził delikatną Grace River do takiego stanu, to naprawdę musiał jej zaleźć za skórę. Wtedy ogarniał się, chwytał mnie przymilnie za nadgarstki, i nie zważając na zawziętość z jaką się szamotałam, przyciągał do swojego torsu, po czym całował w czoło. Nerwy opadały nam obojgu i panował spokój. Aż do następnego razu....
     Pocałunek. Taktyka, która działała tylko poza domem, gdzie całowanie się z wnerwionym Stylesem mogło poprowadzić do seksu. Normalnie nie miałabym nic przeciwko, przecież nie zaprzeczę, że to lubiłam (jak chyba każdy). Jednakże igraszki z "panem wkurwionym" nie były miłym doznaniem. W każdym razie, stosowałam metodę nr 3 tylko kiedy gdzieś wychodziliśmy. Tak jak poprzedniego wieczoru, kiedy wykorzystałam ten sposób w restauracyjnej łazience. Szczerze mówiąc, nie było to do końca bezpieczne, skoro biło od niego pożądanie skłaniające do ruchania na umywalce. Pomimo to zaufałam intuicji, która twierdziła, że mój oprawca nie byłby do tego zdolny. Wbrew swoim słowom cenił sobie prywatność i dbał o intymność podczas owych przyjemności. Chyba dawało mu to poczucie, że jestem wtedy tylko i wyłącznie dla niego.
     Skrótowo streściłam moje teorie Rose, która przyglądała mi się oniemiała.
-Pocałowałaś go, żeby móc uciec z toalety? Na tym polegała twoja samoobrona?
-Tak, można tak powiedzieć.
-Nie sądzisz, że to go jeszcze rozochociło, dało jakąś nadzieję?
-Wątpię. Bo kolejny problem jest taki, że niestety moje starania nie zawsze działały. Z czasem Harry zrozumiał jakich sztuczek przeciwko niemu używałam i jakoś się uodpornił. Po jakimś czasie przestałam sobie radzić. Wtedy zaczął denerwować się bardziej, krzyczeć głośniej i... bić mocniej.
-Nawet sobie nie wyobrażam, przez co przechodziłaś.-Przyjaciółka zakryła usta dłonią i westchnęła ze współczuciem.- A wczoraj to zadziałało?
-Na szczęście tak. Wydaje mi się, że już zapomniał do czego bywałam zdolna. Zupełnie dał się ponieść. Poddał się mi, jak potulny baranek- Uśmiechnęłam się z satysfakcją. Może i umiał mnie zastraszyć, ale fakt, że po takim odstępie czasu dalej na niego działałam i był uległy, dawał mi jakieś światełko nadziei. Napawał mnie odwagą do ponownego pozbycia się go z mojego życia, pokonania go w walce, którą sam rozpoczął.
Byłam gotowa.

~*~

     Obudziłam się w swoim łóżku, ubrana w tą samą sukienkę co poprzedniego wieczoru. Jasne promienie porannego kwietniowego słońca oświetlały błogą twarz Rosie, śpiącej obok mnie. Nie miałam serca jej budzić. W nocy wyjawiłam wiele trudnych do pojęcia faktów, które mogły ją nieco oszołomić. Niech odsypia, w końcu od tego tej sobota. Ja miałam zamiar spędzić weekend na wkuwaniu, gdyż egzamin z obszernego działu "Zagrożone gatunki" zbliżał się nieubłaganie, a ja już czułam na karku złowrogi oddech porażki. Muszę się wziąć w garść, żeby mnie nie dopadła.
     Nie łatwo pogodzić studia dzienne z pracą, a na dodatek znaleźć w tym wszystkim czas na życie towarzyskie. Dzięki Bogu za takiego wyrozumiałego szefa jak Ryan, który dostosowuje godziny mojej zmiany do planu zajęć na uczelni.
     Niechętnie zwlokłam się z wygodnego posłania i poszłam do łazienki. Zaśmiałam się ironicznie do swojego odbicia w lustrze. Wyglądałam jakbym po grubej imprezie i postanowiła przespać się w śmieciarce, delikatnie mówiąc. Rozczochrane włosy, fioletowy ślad na skroni, lekko opuchnięta buzia i podkrążone oczy, spod których ciągnęły się ciemne smugi od rozmazanej przez łzy mascary. Do tego wymiętoszona sukienka, jak wyjęta psu z gardła oraz odbity na szyi ślad po naszyjniku. Cud, miód, malina.
Westchnęłam na obraz siedmiu nieszczęść, którego byłam ucieleśnieniem i zabrałam się za poprawianie swojego wyglądu. Przemyłam twarz zimną wodą, dzięki czemu na dobre się rozbudziłam. Usunęłam makijaż, a raczej to co z niego zostało, po czym spięłam włosy w wysokiego kucyka.
"Wielkie dzięki Harry, teraz muszę jakoś zamaskować tego siniaka", pomyślałam zirytowana, po czym ukryłam limo pod świeżą warstwą korektora i podkładu. Następnie przebrałam się w legginsy oraz luźną bluzę z logo Univesity Collage London. Kiedy doszłam do wniosku, że prezentuję się względnie normalnie, wróciłam do sypialni, ale nie było tam mojej przyjaciółki.
-Rose? Jesteś?- Zapytałam głośno, żeby ją zlokalizować.
-W kuchni!- Odkrzyknęła wesoło.
Powłócząc nogami zeszłam na parter, gdzie rzeczywiście zastałam dziewczynę smarującą pieczywo.
-Zrobiłam tosty- Uśmiechnęła się, podając mi talerz.
-Dziękuję, umieram z głodu!- w tej samej chwili mój żołądek wydał z siebie przeciągłe burknięcie, jakby na potwierdzenie tych słów. Właściwie nie tknęłam w restauracji swojej sałatki, przez co poszłam spać bez kolacji. Mój organizm widocznie nie był z tego zadowolony.
-Nie znalazłam nic oprócz ogórków i dżemu, masz pustki w lodówce.- Zauważyła zatroskana Rosie.
-Ech, nie miałam czasu na zakupy- Mruknęłam, przegryzając ciepłą kromkę pieczonego chleba.- W szafce na dole jest krem czekoladowy, zawsze coś.
-Powinnaś się zacząć zdrowo się odżywiać.
-To zależy co masz na myśli mówiąc "zdrowo".- Przedstawiłam palcami cudzysłów.- Warzywa pozbawione witamin, przez czyszczenie chemiczne? Kilkukrotnie rozmrażane mięso? Jajka od kur trzymanych w ciasnych klatkach? Nie wiem czy chcę takiego "zdrowia", kochanie.- Stwierdziłam hardo.
-No wiesz, domowe posiłki zawsze są lepsze niż śmieciowe żarcie...
-Nie jadam fast foodów!- Obruszyłam się.- Ale nie stać mnie na zupełnie ekologiczną żywność, bo kosztuje teraz majątek.- Wzruszyłam ramionami z rezygnacją.- Stołuję się w restauracjach, między innymi w naszej Tasty Touch, więc chyba nie mam co narzekać!- zachichotałam, na co Rose mi zawtórowała.
-Faktycznie, ale mogłabyś czasem wpadać ze mną do mojej mamy, żeby nie jeść ciągle na mieście.
-Nie mam nic przeciwko. Tylko bez przesady, bo nie chcę nadużywać waszej gościnności. - Posłałam jej szeroki uśmiech.
-No coś ty!
-Dziękuję, że się o mnie troszczysz, ale ani głodówka ani cholesterol mi nie grożą. Radzę sobie, naprawdę.- Zapewniłam, całując ją w policzek.
-Okej, ale mam cię na oku, River- Szatynka zmrużyła jedno oko i wycelowała we mnie nóż umazany czekoladą. Zaśmiałyśmy się ponownie i dokończyłyśmy śniadanie.
Cóż za miły początek dnia! Jaka szkoda, że nauka do testu mogła mi szybko popsuć humor.
     Po śniadaniu Rosie wróciła do swojego mieszkania, żeby skończyć aranżację makiety  pokoju, którą musiała oddać w terminie na zaliczenie.Kocham to co robię, ale czasem żałuję, że nie wybrałam jakiegoś bardziej artystycznego profilu, tak jak ona. Dbam o otoczenie i zależy mi na naszej planecie, uwielbiam wszelkie zwierzęta oraz rośliny. Powinnam czuć się spełniona, jednak nie zawsze tak jest. Być może to tylko pozory, ale architektura wnętrz wydaje mi się łatwiejsza, niż moja działalność środowiskowa. Mogłam jeszcze wybrać dziennikarstwo, ale nie... Po wyjeździe z rodzinnego miasta zmieniłam nawet kierunek studiów, żeby całkowicie zamknąć tamten rozdział życia. A teraz zdarzało mi się płacić za swoją decyzję.
Chociażby wielogodzinną nauką pojęć i metod związanych z ochroną natury.
-Weź się wreszcie za robotę- Mruknęłam sama do siebie i mobilizując się w ten sposób przysiadłam do książek.

~*~

Nieprzyjemne dźwięki pukania w okno dostały się do moich uszu, wyrywając mnie ze snu. Podniosłam głowę znad podręczników i zamrugałam zaspanymi oczami. Najwyraźniej ucięłam sobie drzemkę przy nauce, obśliniając przy tym zdjęcie wieloryba szarego. Stukanie nasilało się, a ja z zaskoczeniem uświadomiłam sobie, że nie był to tylko odgłos kropli deszczu. Podskoczyłam na krześle, kiedy coś po raz kolejny uderzyło w szklaną powierzchnię. Czy to... Kamień? I następny, następny, coraz mocniej. Wyjrzałam na zewnątrz, ale na dworze już się ściemniło i nie mogłam dostrzec zbyt wiele, oprócz... sportowego auta. Chociaż prawdopodobnie było czarne, zauważyłam jego charakterystyczny kształt, rozciągły przód, niskie zawieszenie. Przełknęłam nerwowo ślinę. Znałam przecież tylko jedną osobę, która woziłaby się taką furą.
Harry Pojebany Prześladowca Styles.
Natychmiast cofnęłam się od parapetu, gorączkowo próbując złapać oddech. W tej samej chwili rozległ się odgłos tłuczonego szkła, kiedy wielki głaz wybił szybę, po czym przetoczył się po pokoju i upadł tuż pod moimi nogami. W duchu zaczęłam panikować. Nie sądziłam, że ten psychol mógłby wpaść na coś takiego! Wtem jego sylwetka wyłoniła się z mroku, bezczelnie dostał się do mojego pokoju przez otwór w oknie. Chwycił mnie za ramię i warknął:
-Idziemy maleńka, twój potulny baranek już nie będzie taki miły.

piątek, 17 stycznia 2014

Rozdział 7

http://www.youtube.com/watch?v=ne5sE2HcxSE


-Grace czy coś się stało tam w knajpie?- Zapytała ostrożnie Rose, siadając obok mnie na łóżku.
Westchnęłam, próbując dobrać odpowiednie słowa. Wydarzenia z przed zaledwie kilkudziesięciu minut kotłowały mi się w głowie wywołując uczucie jak po kilku mocnych drinkach, chociaż wypiłam dzisiaj tylko parę łyków słodkiego wina.
-Muszę ci coś powiedzieć Rosie...- Zaczęłam, nerwowo zawijając na palcu rąbek pościeli.- Ty... ty nie wiesz jeszcze o mnie wszystkiego.- Przez moje stwierdzenie twarz przyjaciółki przybrała lekko skonsternowany wyraz, jednak dała mi znak bym kontynuowała.
-Harry, którego dzisiaj poznałaś...
-Kuzyn Ryana?- Wtrąciła pytanie.
-Tak, jego... kuzyn...- Odparłam przez zaciśnięte zęby. Ugh, chyba nigdy nie przyzwyczaję się do myśli, że są spokrewnieni.- Więc, ja i on... My... Eh... Yyy...
-Spokojnie Grace, po prostu to powiedz.- Brązowowłosa pogładziła mnie zachęcająco po ręce.
Po raz kolejny wzięłam głęboki oddech i wreszcie wypaliłam:
-To mój były chłopak.
Źrenice ciemnobrązowych oczu Rose wyraźnie się rozszerzyły, a usta otworzyły ze zdziwienia.
-Eeee...- Wydała z siebie przeciągły dźwięk, najwyraźniej próbując skomentować sytuację, ale język chyba ugrzązł jej w gardle. Wiedziałam, że będzie zaskoczona, ale totalnie ją wmurowało.Chciałam dokończyć, więc spojrzałam na nią pytająco i szturchnęłam ją łokciem, przez co wyrwała się z otępienia.
-Okeeej, co w związku z tym?- Zapytała oswajając się z niespodziewaną informacją, którą właśnie podałam.
-Wiesz, że byłam kiedyś prześladowana...
-...Przez swojego ex- Dokończyła Rosie i momentalnie zbladła.
-To niestety się ze sobą wiąże.- Odparłam cicho.
-Chcesz powiedziec, że to on cię...? Że to ten sam...?- Zszokowana dukała pytania.
Wolno pokiwałam głową na potwierdzenie jej wniosków.
-To Harry się nade mną znęcał. To przed nim tu uciekłam. I to on teraz powrócił.- Wyszeptałam.- Zupełnie taki sam, a może i gorszy....
 "Już się o tym przekonałam."- Dodałam w myślach.
-Dlatego nie chciałaś żeby wspominała o twoim mieście, on też jest z Holmes Chapel, jejku, ale ze mnie idiotka, czemu się nie domyśliłam?!- Biadoliła dziewczyna ściskając moją dłoń.
-Przestań, nie możesz się za nic winić! Niewiele mogłabyś zmienić. Z resztą byłaś zajęta naszym szefem i bardzo dobrze!- Zapewniłam łagodnie, na co twarz przyjaciółki pokryła się rumieńcem.
-Ach, mogłyśmy jakoś uniknąć tego spotkania.
-Wątpię, nie miałam pojęcia, że Gardner jest jego rodziną.
-Tak czy siak... Zrobił ci coś?
-Um... Powiedzmy, że... Taaa...- Wyjąkałam niepewnie, zakładając za ucho kosmyk włosów, który dotychczas zakrywał nowo powstałego siniaka na mojej skroni.
-O mój Boże, uderzył cię?!
-Niezupełnie... Znaczy się... Drzwiami. Od toalety.
-Cholera jasna! Skrzywdził cię jeszcze jakoś?
-Nie, to w sumie wszystko.
-I mówisz o tym tak spokojnie?!
-Eh, no wiesz, zdążyłam się przyzwyczaić....
-Po pierwsze: potrzebujesz zimnego okładu na tego guza, bo nie wygląda to najlepiej.- Oznajmiła Rose lekko dotykając fioletowej plamy po lewej stronie mojego czoła.- A po drugie, to nie możemy tego tak zostawic, on nadal jest niebezpieczny, Grace!
-Wiem, ale co niby miałybyśmy zrobić?
-No może by tak, hmm... zawiadomić policję?- Odparła ironicznym pytaniem.
-To nic nie da. Niczego mu nie udowodnią. |Zapewni ich, że tylko sama się walnęłam po jakimś potknięciu i przekona, że jest niewinny. Kiedy go wypuszczą będzie jeszcze bardziej wkurwiony i zemści się!
-No... masz rację. Skomplikowane to wszystko. Nie rozumiem, po co właściwie cię prześladuje?
-Właśnie... chciałabym ci to wyjaśnić.
Widząc skinienie dziewczyny, umościłam się wygodniej na skraju łóżka i zaczęłam snuć swoją opowieść:
-Całe moje życie jest z nim powiązane. Wszystko opiera się na naszej wspólnej historii i czy tego chcę, czy nie, nigdy go z niej nie wymażę. Mieszkaliśmy w tym samym, niewielkim miasteczku. Dzieliło nas zaledwie kilka domów, więc znaliśmy się i wychowywaliśmy razem od dzieciństwa. Harry był moim najlepszym przyjacielem. Jedyną osobą, która zawsze przy mnie była, która wywoływała szczery uśmiech na mojej twarzy. Pomagał mi i wspierał w trudnych chwilach. Zwłaszcza, kiedy moi rodzice... Tamten wypadek... Zginęli.- Przerwałam, z trudem wyduszając z siebie ostatnie słowa. Łzy piekły mnie pod powiekami, ale nie chciałam żeby wydostały się na zewnątrz. Przywracanie przykrych wspomnień okazało się trudniejsze niż sądziłam. Zacisnęłam oczy i usta, aby się nie rozpłakać. Nie ze względu na Rose, która widziała mnie już kierowaną przez wszystkie możliwe emocje, ale ze względu na siebie. Rozmowa o przeszłości sprawiała mi ból i pewnie już zawsze tak będzie, jednak musiałam sobie z tym poradzić. Po śmierci rodziców ułożyłam sobie życie całkiem od nowa, zupełnie sama. Przez ostatnie kilka lat nie często rozpamiętywałam rodzinną tragedię, więc sądziłam, że zdążyłam się już pogodzić z ciężkim losem. Żal powrócił, ale musiałam brnąć dalej w opowiadanie pomimo cierpienia, które mi to sprawiało.
-Och skarbie...- Wyszeptała Rosie, patrząc na mnie czule i przytulając mocno.- Wiem, że było ci trudno. Jeśli nie czujesz się na siłach, to nie musisz nic mówić.- Stwierdziła, gładząc mnie po włosach. Czując wsparcie jakie mi okazywała z każdym dniem naszej znajomości dodatkowo upewniałam się, że trafiłam na najcudowniejszą przyjaciółkę pod Słońcem. Trzymając mnie w ramionach kołysała się delikatnie na boki, jakby chciała uspokoić niemowlaka. Szczerze mówiąc, w tamtej chwili dokładnie tak się czułam- bezsilnie i bezbronnie, jak małe dziecko.
-Nie. Chcę żebyś wiedziała, muszę dokończyć.- Uparłam się, siąkając nosem.
-Możesz przerwać kiedy tylko chcesz.- Zapewniła wyrozumiale szatynka i dała mi więcej swobody przesuwając się ociupinkę.
-Więc...- Próbowałam przywołać wątek na którym skończyłam. Ach, no tak.- ...Szczególnie po wypadku Harry był dla mnie oparciem. Mój brat nie umiał sobie poradzić z utrzymaniem domu. Może sytuacja go przerosła, może bał się tego co będzie dalej, ale to nie był powód, żeby... Tak podle... Odwrócił się ode mnie i zostawił na pastwę losu. Mój rodzony brat... Zachował się jak gówniarz. Wykazał zero jakiejkolwiek odpowiedzialności, chociaż jest o kilka lat starszy! Odszedł, w ogóle się mną nie przejmując. Podobno zamieszkał u jakiegoś kumpla, byle najdalej od Holmes Chapel. Od tego czasu nie mam z nim kontaktu. Nie wiem co się z nim dzieje, gdzie teraz dokładnie jest, jak sobie radzi. Tak właśnie straciłam całą swoją rodzinę. Zostałam całkiem sama. Nie miałam nikogo, oprócz Harry'ego. Po jakimś czasie naszej znajomości chyba oboje uświadomiliśmy sobie, że było między nami coś więcej niż przyjaźń. Zakochałam się w nim. A on odwzajemnił to uczucie. Ofiarowywał mi bliskość, której tak bardzo potrzebowałam w tamtej trudnej sytuacji. Spędzaliśmy ze sobą cały czas- w szkole i po szkole; w domu, bibliotece, kinie, restauracji czy na basenie. Ciągle razem, od rana do wieczora, a czasem jeszcze dłużej...- zatrzymałam się, kiedy poczułam rumieniec wstępujący na moją twarz. Pomimo tego, że Rose raczej już nie przepadała za moim byłym, domyśliła się co miałam na myśli i uśmiechnęła się szelmowsko. Może i Styles jest teraz popierdolonym dupkiem, ale tyle razem przeszliśmy i miałam z nim dużo bardzo miłych wspomnień.- Jak widzisz, Harry nie zawsze był taki zły. Myślę, że znając go wtedy, mało kto uwierzyłby mi jaki brutalny stał się później. Dawniej był zdecydowanie najczulszą i najłagodniejszą osobą jaką znałam. Chociaż doskonale też potrafił mnie obronić, umiał się bić. Szkoda tylko, że potem przekonałam się o tym na własnej skórze... .
-Więc kiedy tak się zmienił, kiedy wszystko się popsuło?
-Wydaję mi się, że dużo wydarzeń miało na to wpływ. On też nie miał łatwego życia. Ojciec zostawił ich i odszedł do innej kobiety, kiedy Harry był mały, a on nigdy się z tym nie pogodził. Mama zachorowała ciężko kilka lat po tym i wszystkie obowiązki spadły na niego oraz jego siostrę, która następnie... została zamordowana.- Oznajmiłam cicho przygryzając wargę w konsternacji, a moja wypowiedź poskutkowała współczującym westchnieniem Rose. Łzy ponownie zaczęły zbierać się w kącikach moich oczu, jednak kontynuowałam.- Dziewczyna miała wtedy 17 lat i jeszcze całe życie przed sobą, tymczasem parę strzałów z pistoletu natychmiast jej go pozbawiło. Zanim wszyscy się obejrzeli... już jej nie było. Przyjaźniłyśmy się, zarażała pozytywną energią i wesołością, a w jednej chwili wszystko zniknęłam wraz z nią. Gdyby naszemu miasteczku nie wystarczyło jeszcze tragedii, zrozpaczona i wycieńczona pani Styles umarła po niecałych dwóch tygodniach!- Poczułam na plecach pocieszającą dłoń przyjaciółki, po czym uświadomiłam sobie, że nie udało mi się powstrzymać płaczu.- Dalej trudno mi uwierzyć, że tyle złego się wydarzyło w małym Holmes Chapel. Tyle ważnych dla mnie ludzi już nie ma, w każdym znaczeniu tego stwierdzenia. Tak oto i ja i Harry zostaliśmy całkiem sami, zdani jedynie na siebie. Niedługo potem coś w nim pękło. Jego psychika nie wytrzymała. Zaczął mnie bić, jednocześnie skutecznie nie dopuszczając żebym uciekła. Miał na tym punkcie obsesję, że z kimś się spotykam, czegoś mu nie mówię, gdzieś wychodzę. Czasem sobie myślałam, że jego chorobliwa zazdrość brała się z obawy, że mnie straci. Ostatnią osobę, która mu została.
-Aż nie wytrzymałaś tej tyranii...
-Tak. Po dwóch latach. Zostawiłam wszystko co miałam. Nie było to wprawdzie wiele, kilka koleżanek, sąsiedzi i studia za miastem, ale nie było mi łatwo zacząć wszystkiego od nowa. Zwłaszcza w Londynie, gdzie prawie wszystko jest monumentalne i drogie. Na szczęście poznałam ciebie.-Uśmiechnęłam się lekko, ściskając rękę Rose, na co ona drugą dłonią otarła moje mokre policzki.
-Dziękuję, że jesteś.- wyszeptałam z wdzięcznością.
-Dla ciebie zawsze będę. Też ci dziękuję kochanie.- przytuliłyśmy się mocno, jednak poluzowałam uścisk przypominając sobie jeszcze jedną, chyba dość ważną sprawę, o której miałam powiedzieć przyjaciółce. Tymczasem ona wyprzedziła mnie stwierdzając:
-Ze względu na twoje bezpieczeństwo, naprawdę nie powinnaś się już zbliżać do swojego byłego.
Przez moment błądziłam oczami po pokoju, usiłując... właściwie nie wiem, co chciałam przez to osiągnąć. Prawdopodobnie moja podświadomość chciała zyskać na czasie, zanim oznajmię Rosie to co zrobiłam, a z czego nie byłam zbytnio zadowolona lub dumna.
-Co?- zapytała dziewczyna przyglądając mi się badawczo.
-Wiesz... Tylko, że ja... Chyba w jakiś sposób się już się do niego zbliżyłam...
-Pozwól, że zapytam ponownie: Grace, czy coś j e s z c z e się stało tam w knajpie?- powiedziała poważnie, literując dokładnie jedno ze słów.
-Pocałowałam go. Namiętnie lizałam się z Harrym w łazience.

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 6

Mój szef z wyraźnym zadowoleniem dostawił do stołu krzesło dla Harry'ego... tuż obok mnie. Genialnie, po prostu zajebiście! Nie wiedziałam, że Styles ma jakąś rodzinę w Londynie. Nie byłam nawet świadoma, że ma jeszcze jakąkolwiek rodzinę! Wszelka jego znajomość z moimi przyjaciółmi jest dla mnie destrukcyjna, a co dopiero pokrewieństwo z Ryanem! To oznacza, że teraz będę widywała swojego prześladowcę częściej niż mogłabym przypuszczać. Wykorzysta każdą okazję żeby mnie zastraszyć, pod pretekstem spotkania z kuzynem w restauracji. Cholera, utknęłam w niezłym gównie.
-Jesteś stąd Harry?- Zapytała Sammy nabijając kawałek pomidora na widelec.
-Pochodzę z Holmes Chapel- Przyznał mój ex.- Ale przeniosłem się tutaj z powodu... pewnych nieuregulowanych spraw.- Błysk w jego zielonych oczach wyraźnie dał mi do zrozumienia, że chodziło właśnie o mnie.
-Przeprowadziłem się dzięki Ryanowi, pomógł mi znaleśc mieszkanie. Jest jedyną rodziną jaką mam.- Dokończył ckliwie, lecz szczerze. Wiedziałam, że nie ma już żadnych bliskich i aż do tego feralnego wieczoru nie miałam pojęcia o istnieniu jakiegoś kuzyna. Którym na moje nieszczęście okazał się Gardner.
-Holmes Chapel? Czy to nie ta sama miejscowość gdzie urodziła się...- Zaczęła Rose, ale szybko i skutecznie uciszyłam ją, zadając pod stołem mocnego kopniaka w jej kolano.
"Nie pogrążaj mnie Anderson..."- Pomyślałam niespokojnie. Pomimo, że przyjaciółka nie zrozumiała mojego napadu agresji, natychmiast zamilknęła uśmiechając się przepraszająco. Styles chyba jako jedyny zauważył rozgrywającą się między nami scenkę i zachichotał cicho.
-Spokojnie skarbie, złość piękności szkodzi- Wyszeptał mi do ucha, niedostrzeżony przez nikogo.
Przełknęłam nerwowo ślinę i zaczęłam wybijać paznokciami energiczny rytm na drewnianym blacie.
-Jak tam studia Grace? Rose mówiła rano, że niedługo próbne egzaminy drugoroczniaków.- Zapytał Charlie nieświadomie zmieniając temat, za co byłam mu ogromnie wdzięczna.
-Ech... całkiem nieźle. Powinnam się zacząć przeglądać starsze notatki z wykładów, bo chyba mało co pamiętam.- Odpowiedziałam trochę niepewnie, cały czas zestresowana obecnością swojego byłego.
-Poradzisz sobie.- Zapewnił mnie pokrzepiająco Charles.- A potem będziesz mogła ratować wieloryby i takie tam.- zaśmiał się pod nosem, na co Samantha trąciła go w ramię.
-Tak, właśnie o to mi chodzi.- Odparłam z uśmiechem. Temat ochrony środowiska lekko mnie rozluźnił.
- Za rok będziemy wyjeżdżać w teren na badania populacji zagrożonych gatunków i...- Oznajmiłam odważniej, jednak przerwałam w połowie zdania i wzdrygnęłam się. Poczułam dotyk ciepłej, dużej dłoni na swoim kolanie. Zirytowana zacisnęłam szczękę i bez wahania strąciłam łokciem swój kieliszek z winem. Ciemnoczerwona ciecz rozlała się na sam środek spodni Harry'ego, zostawiając trudną do sprania plamę. Zszokowany natychmiast cofnął swoją rękę i wstał próbując zetrzeć krople trunku z granatowego materiału.
-Ojej! Ale ze mnie niezdara, tak mi przykro!- Zawołałam z udawanym przejęciem.
"Wcale nie, masz za swoje kretynie!"- Pomyślałam triumfalnie. Na szczęście lampka z alkoholem upadła pod dobrym kątem, nie opryskując przy tym ani trochę mojej jasnej sukienki. Wszyscy zebrani chyba uwierzyli, że zrobiłam to zupełnie przypadkowo i byli rozbawieni moją nagłą nieudolnością. W duchu pogratulowałam sobie udanej gry aktorskiej. Za ten występ powinnam dostać Oscara! Chociaż w nagrodę wystarczył by mi po prostu święty spokój.
Kiedy Styles zużył już wszystkie leżące na blacie serwetki do pozbycia się zacieku na swoich portkach, co nie przyniosło żadnego rezultatu, postanowił odpuścić i wdał się w rozmowę z Charliem oraz Ryanem o jakiś "męskich sprawach".
-Mam ręce mokre od wina, pójdę do łazienki.- Oznajmiłam cicho i skierowałam się w stronę damskich toalet. Będąc w środku spłukałam pozostałości alkoholu ze swoich dłoni. Choć prawdę mówiąc nie przyszłam tam myć rąk. Chciałam jakoś uciec od tego rozbawionego towarzystwa, które nie wiedziało co przeżywam w środku pod obecność swojego byłego chłopaka na naszym spotkaniu. Nachyliłam się nad zlewem, wzięłam serię głębokich wdechów i pomasowałam palcami nasadę nosa , aby ukoić szalejące nerwy. Wtem ciężkie, szare drzwi łazienki otworzyły się i  pewnym krokiem do pomieszczenia wszedł nie kto inny jak Harry.
-Tu się chowasz słoneczko?- Zapytał retorycznie z tą perfidną iskierką w spojrzeniu.
-Wcale się nie ukrywam- Skłamałam próbując zachowywać się pewnie.- Nie wiem czy zdajesz sobie z tego  sprawę, ale wtargnąłeś do damskiego kibla, "słoneczko"- Oznajmiłam, akcentując ostatnie słowo z niesmakiem.
-Wiem, no i co?- Wzruszył ramionami i przeszedł kolejne kilka kroków zmniejszając dystans między nami.
-Jesteśmy w miejscu publicznym. Nie możesz mi nic zrobić.- Stwierdziłam hardo, jednak zaczynałam się już denerwować tą sytuacją.
-Publicznym? Jakoś nie widzę tutaj nikogo oprócz nas.- Styles wykonał obrót, rozglądając się po całej łazience. Ja również spojrzałam na dół kabin toaletowych w poszukiwaniu damskich nóg, jednak na moje nieszczęście nikogo nie dostrzegłam. Byliśmy sami. Utknęłam w łazience z popierdolonym psychopatą. Wspaniały wieczór, czyż nie?!
Stałam już tuż przy ścianie, próbując trzymać się jak najdalej od swojego oprawcy, jednak wiedziałam, że w tym niedużym pomieszczeniu nie uda mi się to na długo.
-Powiem przyjaciołom, że mnie napastujesz.- Zapewniłam, opierając dłonie na biodrach.
-Nikt ci nie uwierzy, Grace.
Harry chwycił klamkę od drzwi jednej z kabin, znajdującej się po mojej lewej i uderzył mnie nimi z impetem, otwierając je na oścież. Osunęłam się na ziemię i przyłożyłam dłoń do pulsującej od bólu skroni.
-Ups! Chyba właśnie uderzyłaś się w główkę. Kto będzie wiedział, czy mówisz prawdę? Przecież to wszystko to może tylko omamy?
- Ty... ty...- Oddychałam ciężko, próbując wymyślić odpowiednią obelgę, ale dyskomfort po jego ciosie faktycznie nie pozawalała mi zbyt racjonalnie myśleć. Wlepiłam w Stylesa nienawistne spojrzenie i powoli wstałam z podłogi. Poprawiłam ułożenie swojej sukienki zakryłam włosami miejsce uderzenia. Niech go szlag, będę tam miała siniaka wielkości dorodnej śliwki!
Harry zlustrował mnie od góry do dołu, oblizał  wargi i przywarł do mnie swoim ciałem, skutecznie uniemożliwiając mi drogę ucieczki. Zostałam uwięziona między nim a ścianą.
-Ale się na dzisiaj wystroiłaś kochanie...- Stwierdził, przejeżdżając palcem od mojego ramienia aż do uda. Szamotałam się, próbowałam jakoś uwolnić, ale nie dałam rady. Był za silny.
-Wyglądasz tak seksownie, że z chęcią wyruchałbym cię siłą na tej umywalce- Warknął do mojego ucha, lekko przygryzając jego płatek. Spojrzałam w bok na marmurowy blat, w który wbudowane były zlewy. Kurwa, czemu ja to sobie wyobraziłam?!
-...Ale twoi znajomi mogliby się zaniepokoić twoją zbyt długą nieobecnością. Chociaż teraz to też moi znajomi.- Dokończył cynicznie, składając mokre buziaki wzdłuż mojej szyi. Ugh... w innych okolicznościach, gdybyśmy cofnęli się w czasie o te trzy lata- może nawet by mi się to podobało. Teraz niekoniecznie.
Harry spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się tajemniczo, co wywołało pojawienie się u niego figlarnych dołeczków w policzkach. Zbliżył twarz i musnął swoimi wargami moje, po czym mocniej złożył nasze usta. Nie chciałam mu się poddać więc zacisnęłam szczękę, jednak on znając mój słaby punkt ścisnął mnie lekko za pośladek. Pisnęłam cicho, z oburzeniem otwierając buzię, co ułatwiło szatynowi pogłębienie pocałunku. Jego język wdarł się do mych ust i powoli zaczął intymną grę z moim. Uświadomiłam sobie co się dzieje, a wtedy cwana myśl zaświtała mi do głowy. Skoro Harry'emu chodzi o to, żeby mnie zdominować- co zazwyczaj mu się udaje- mogę go zniechęcić, jeżeli nie pozwolę mu na przejęcie kontroli. Postanowiłam działać wedle zasady "ogień zwalczaj ogniem". Przylgnęłam biodrami do postawnego ciała Stylesa i kładąc mu dłoń na karku przyciągnęłam go bliżej, przez co mogłam mocniej wpić się w jego wargi. Palce drugą dłoni wplotłam w jego włosy i delikatnie ciągnęłam za brązowe loki, wywołując ciche mruczenie i jęki wydobywające się z jego krtani. Chyba spodobało mu się moje postępowanie, gdyż objął mnie w pasie i zażarcie kontynuował nasz namiętny pocałunek. Przeniosłam obie ręce na tors Harry'ego, który niespokojnie unosił się i opadał. Ja byłam powodem, przez który emocje buzowały w jego ciele. Uśmiechnęłam się delikatnie, widząc, że dalej tak na niego działam.Ostatni raz oddałam całusa, chwyciłam za kołnierz marynarki swojego ex i obróciłam go, dzięki czemu teraz on znajdował się przy ścianie, a ja miałam wolną drogę ucieczki. Odsunęłam się szybko i ruszyłam do drzwi zostawiając oniemiałego szatyna na drugim końcu pomieszczenia.
-Minęły trzy lata, a ta sztuczka dalej działa.- obróciłam się i powiedziałam z satysfakcją, zanim wyszłam z łazienki.
Wróciłam na salę  restauracyjną, gdzie moja ekipa śmiała się do rozpuku z jakiejś głupiej anegdoty Charliego. Samantha oparła głowę na stole i chichotała jak niedorozwinięta hiena, Joel rozbawiony owym żartem walił pięścią w drewniany blat, Ryan wręcz płakał z radości a Charlie dumny ze swego poczucia humoru wymyślał już następny żenujący dowcip. Aha, już musieli się uchlać.
-Rose, pójdziemy już?- zapytałam błagalnie, na co przyjaciółka przytaknęła i wstała od stołu. Była lekko zażenowana, gdyż jako jedyna nie była jeszcze pijana. Dzięki Bogu za tą dobrą dziewczynę u mego boku!
-Dobranoc, do zobaczenia w poniedziałek.- pożegnałyśmy się, na co rozbawiona reszta towarzystwa tylko nam pomachała i wróciła do swojej konwersacji. Niech się bawią, jest ledwo po 21:00, ale ja nie marzę już o niczym innym jak o powrocie do domu.
Po 15 minutach jazdy taksówką znalazłyśmy się u mnie. Szatynka odprowadziła mnie do drzwi i chciała zejść piętro niżej do swojego mieszkania, jednak zatrzymałam ją.
-R... Rose zostaniesz ze mną?- poprosiłam cicho. Przyjaciółka spojrzała na mnie czule i skinęła  głową. Zauważyła, że jestem trochę nieswoja i dobrze się domyślała. Przygotuj się na długą noc Rosie, mam ci dużo do wyjaśnienia.

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 5

Z uwagą i zaciekawieniem przyglądałam się Rose, która wedle mojej prośby właśnie miała zaprosić Ryana na nasze wieczorne wyjście. Zanim jednak moja przyjaciółka zdecydowała się ruszyć w stronę naszego szefa oraz- jak już wszyscy zdążyliśmy zauważyć- jej obiektu uczuć, odwróciła się do mnie i wymachiwała coś rękami, a po jej twarzy można było dostrzec, że trochę panikuje. Uśmiechnęłam się w celu dodania jej otuchy i zachęcającym ruchem głowy wskazałam kierunek pracowniczego zaplecza, chociaż doskonale go znała. Rosie zacisnęła dłonie w pięści, rozluźniła je i poprawiło nieco ułożenie swoich włosów. Następnie wzięła głęboki wdech i równym, lecz lekkim krokiem weszła do szatni. Jasnobrązowe drzwi z błyszczącą plakietką "Pomieszczenie służbowe" pozostały odpowiednie uchylone, dlatego bez problemu mogłam dalej obserwować rozgrywającą się scenkę.
Na widok Rose, Ryan natychmiast się rozpromienił. Dotychczas napięty wyraz twarzy momentalnie złagodniał, a kąciki jego ust delikatnie uniosły się do góry.
-Um... hej...- speszony wybełkotał przywitanie, chociaż widzieli się już tego dnia tysiące razy.
-Hej...- odpowiedziała Rosie, posyłając mu swój subtelnie piękny uśmiech.- Już kończysz?- zapytała zauważając, że jego szafka była otwarta.
"Nie, tylko wychodzi sobie do domu w środku roboty, geniuszu!"- skomentowałam sarkastycznie w myślach.
-Tak, dzięki Bogu, bo jestem dość zmęczony.- odparł nasz szefuńcio, nie zważając na głupotę pytania mojej kumpeli.
Okej, pomińmy to.
-No właśnie... bo ja... właśnie miałam zapytać...- jąkała się się Rose.
"Wyduś to z siebie kochana!"- dopingowałam ją mentalnie.
-...Czy nie wybrałbyś się z nami gdzieś wieczorem?- powiedziała wreszcie, niepewnie błądząc oczami po pomieszczeniu.- Z całą pracowniczą ekipą, kolacja albo kilka drinków, spędzilibyśmy miło czas.- wyjaśniła, a na jej policzkach zagościł uroczy rumieniec.
-Em... ja...- chłopak zastanowił się chwilę, wpatrując się w Rosie badawczo. Ona spojrzała na niego spod długich rzęs, a jej twarz jeszcze mocniej się zaróżowiła. Wyglądała tak delikatnie i naturalnie pięknie, że gdybym zmieniła płeć lub orientację sama bez wahania bym się z nią umówiła. Urok panny Anderson najwyraźniej zadziałał, gdyż oniemiały z zachwytu Ryan zaniemówił, napawając się jej urodą i obecnością.
-Rozumiem... my... my zrozumiemy, jeśli masz inne plany- zapewniła dziewczyna nieskładnie cicho.
-Szczerze mówiąc umówiłem się z kimś z rodziny na ten wieczór...
-Och, dobrze... nie ma sprawy...- stwierdziła Rosie, po czym nie chcąc dać po sobie poznać zawiedzenia, odwróciła się na pięcie i właśnie miała wychodzić, gdy szef złapał ją za rękę.
-Ale myślę, że da się to jakoś rozwiązać.- dokończył tajemniczo, ale z widoczną radością, kiedy moja przyjaciółka się do niego odwróciła.
-Czyli przyjdziesz?- upewniła się z nadzieją w oczach.
-Postaram się- odparł Ryan z uśmiechem, na co Rose od razu odpowiedziała tym samym, ukazując równiutki rządek idealnie białych zębów.
Stali tak przez dłuższą chwilę, wpatrując się w siebie, uśmiechając i trzymając się za ręce. Nagle dostrzegli co robią, wybudzili się z owego transu i odskoczyli od siebie zawstydzeni, jednak mogłabym założyć się o każde pieniądze, że ani trochę nie żałowali swojej małej chwili roztargnienia. Następnie pożegnali się, szef wyszedł z restauracji, a moja przyjaciółka dołączyła do mnie za barową ladę. Triumfalnie zamachałam rękami w górze, po czym z piskiem radości wpadłyśmy sobie w ramiona. Byłam dumna z jej odwagi, co wyraziłam w mocnym i długim uścisku. Nie dało się ukryć, że Rosie cieszyła się z rozwoju wydarzeń i dzięki temu pozytywnie nastawiła się na wieczorne spotkanie- tak jak ja.
Zabawę czas zacząć!

~*~
Było już dawno po 18, kiedy kończyłam przygotowania do wyjścia. Uśmiechnęłam się zadowolona do swojego odbicia w lustrze, kiedy udało mi się narysować perfekcyjną czarną kreskę na swojej powiece. Odłożyłam eyeliner na szafkę i sięgnęłam po mascarę. Dokładnie naniosłam tusz na rzęsy sprawiając, że wyglądały na ciemniejsze, dłuższe i gęściejsze. Następnie pomalowałam usta jasną szminką w kolorze brzoskwini oraz nadałam im połysku dzięki bezbarwnemu błyszczykowi. Odcisnęłam nadmiar pomadek na chusteczkę, założyłam jeszcze niewielkie kolczyki i byłam gotowa. Włosy zostawiłam rozpuszczone, lecz naturalnie lekko pofalowane.
Dokładnie i ostatecznie oceniłam swój wyjściowy ubiór. <klik> Przygładziłam materiał opinającej, biało-brzoskwiniowej sukienki z baskinką oraz złotym paskiem w pasie. Była nowa, kupiona ledwo tydzień temu, za ciężko zarobioną tygodniową pensję. Do metalowej sprzączki dopasowałam równie złocisty, długi naszyjnik, który kaskadami układał się na moim dekolcie. No i moje ukochane, mieniące się brokatem szpilki w kolorze brudnego różu. Na szafce czekała jeszcze na mnie poręczna, jasna torebeczka ze złotymi akcentami. W tym stroju czułam się wyjątkowo dobrze. Dodawał mi wdzięku i pewności siebie, których- w moim przekonaniu- brak mi na co dzień.
-Co sądzisz?- zapytała Rose wychodząc z mojej łazienki i wykonując obrót wokół własnej osi. Jej bordowa kiecka efektownie zawirowała w powietrzu.
-Cudnie- przyznałam szczerze.- Gardner będzie zachwycony!- zachichotałam, na co speszona Rosie starała się ukryć uśmiech, przez myśl o Ryanie.
-Ty też prezentujesz się prześlicznie- powiedziała, nachylając się nad toaletką do makijażu, gdzie siedziałam, i oplotła mnie ramionami. Odwzajemniłam uścisk, spoglądając na nasz wspólny portret w szklanej tafli lustra. Wyglądałyśmy naprawdę ładnie. Obróciłam się do przyjaciółki, żeby dokładniej przyjrzeć się jej aparycji.
Rose miała na sobie <klik> ciemnowiśniową sukienkę z koronki, z dekoltem w kształcie serca. Kreacja była rozkloszowana u dołu i  kończyła się w połowie uda, co wspaniale eksponowało smukłą figurę panny Anderson: idealnych rozmiarów biust, wcięcie w talii i długie nogi. Zdecydowanie miała się czym pochwalić. Do tej kreacji ubrała jeszcze elegancki sweterek oraz czarne szpilki. Na szyi pobłyskiwał równie ciemny naszyjnik z kamyczków, ułożonych w kwiatowy wzór, a w komplecie miała podobne, wiszące kolczyki. Uśmiechnęłam się na obraz pięknej kumpeli, jednak nurtował mnie pewna pustka w jej stroju. Przygryzłam wargę w zastanowieniu.
-Czegoś mi tu brakuje...-mruknęłam pod nosem i rozglądnęłam się po swoim pokoju. Mój wzrok zatrzymał się na półce z torebkami. Bingo!
- Będzie ci potrzebna- oznajmiłam z uśmiechem, podając szatynce bordową kopertówkę na ciemno metalicznym łańcuszku.
-Och Grace, takiej szukałam!- podziękowała wdzięcznie, a ja w odpowiedzi szepnęłam krótkie "nie ma za co".
-Taksówka już czeka.- oznajmiłam wyglądając przez okno.
-W takim razie chodźmy już, bo nasze towarzystwo może się niecierpliwić.- zachichotała Rose, po czym wyszłyśmy z mojego mieszkania.


~*~

Umówiliśmy się w "Verre"- przytulnym lecz eleganckim knajpo-klubie. Była to bardzo fajna miejscówka; można tam posiedzieć, pogadać oraz napić się i potańczyć w odrębnej części pomieszczenia.
-Gotowa?- zapytałam Rose i mrugnęłam do niej porozumiewawczo, zanim pociągnęłam za szklane drzwi. Przyjaciółka skinęła lekko głową, choć na jej twarzyczce dostrzegłam niepewność i zwątpienie.
-Spokojnie, na pewno będzie ekstra.- zapewniłam, gładząc ją pokrzepiająco po plecach.
Weszłyśmy do lokalu i rozglądnęłyśmy się w poszukiwaniu naszych znajomych. Od razu usłyszałyśmy wołający nas głos Charlesa i szybko udałyśmy się w tamtą stronę.
-Hej!- przywitałyśmy się równocześnie, a zebrana ekipa
 odpowiedziała nam tym samym. Przy dużym stoliku w rogu sali siedzieli tylko Joel i Charlie z Samanthą.
"Miło, że przyszedł z dziewczyną, będzie nam raźniej."- stwierdziłam radośnie w myślach. Sammy, jak ją nazywano, powiększyła nasze damskie grono, dzięki czemu nie czułyśmy się z Rosie tak wyobcowane wśród zgrai facetów. Było raczej oczywiste, że Brianna, nasza restauracyjna pomoc kuchenna i sprzątaczka, nie pojawi się ze względu na swoje maleńkie pociechy, gdyż dalej przysługiwał jej urlop macierzyński.

Z moich rozmyślań wyrwała mnie siedząca na przeciwko Rose, która kopnęła mnie pod stołem. Auć! Prosto w piszczel! Pisnęłam cicho przez pulsujący ból w nodze, jednak szybko zorientowałam się o co chodziło przyjaciółce. Prosto w naszą stronę kroczył Ryan, ubrany w białą, nie do końca zapiętą koszulę i grafitowe spodnie do kompletu z marynarką. Co tu ukrywać- wyglądał świetnie. Uśmiechnął się szeroko do Rosie i szarmancko ucałował jej dłoń, patrząc w oczy, po czym kurtuazyjnie zapytał czy może się przysiąść. Boże, daj na ziemi więcej takich dżentelmenów! Oczywiście wszyscy się przytaknęli na jego prośbę, więc Gardner zajął miejsce obok mojej przyjaciółki.
-Miałem się dzisiaj spotkać z moim kuzynem, ale ze względu na was zaprosiłem go tutaj. Nie macie nic przeciwko?- zapytał potulnie nasz szef.
-Pewnie, że nie, im więcej tym weselej.- przyznał Joel, na co wszyscy się z nim zgodzili.
-Świetnie, powinien zaraz tu być- oznajmił Ryan, patrząc na zegarek.
-Dopóki czekamy, może chcecie coś do jedzenia, picia? Zaraz zawołam kelnera.- stwierdził Charlie.
-Ja z chęcią coś zamówię, umieram z głodu od południa!- zaśmiałam się i chwyciłam kartę dań leżącą na środku stołu. Wybrałam sałatkę Cezar i lampkę czerwonego wina. Tym lekko alkoholowym akcentem postanowiłam wkroczyć w imprezowy nastrój naszego spotkania. Wszyscy podyktowali swoje zamówienia pracownikowi knajpy, pogrążyliśmy się w ożywionej rozmowie. Jak przystało na studentkę Wydziału Ochrony Środowiska, właśnie roztrząsałam z Samanthą temat kosmetyków testowanych na zwierzętach, kiedy zaobserwowałam uczuciowe zajście między moją najlepszą przyjaciółką a naszym szefem.
-Wyglądasz przepięknie...- wyszeptał Rosie do ucha, odgarniając jej długie, jasnobrązowe włosy do tyłu.
-Dziękuję, ty... ty również.- dziewczyna zająknęła się uroczo i spojrzała na Ryana przygryzając zmysłowo wargę. Pewnie, gdyby byli sami, mieliby ochotę rzucić się na siebie, ale to nie byłoby w stylu żadnego z nich. Kiedy czerwona serwetka zsunęła się ze stołu, ich ręce zetknęły się, równocześnie próbując ją podnieść.
-Ci dwoje chyba coś kręcą ze sobą, prawda?- zapytała Sammy, figlarnie poruszając brwiami.
-O tak, nie da się nie zauważyć.- przyznałam.
-Pasują do siebie jak cholera! Aż iskrzy między nimi, ach ta namiętność!- rozemocjonowała się Sam.
-Dokładnie! Są bratnimi duszami, powinni już dawno być razem, ale oboje są tacy niedostępni- oznajmiłam oburzona. Przyłożyłam kieliszek do ust i zamarłam, kiedy dostrzegłam tak dobrze znaną sylwetkę przy wejściu od strony dyskoteki.

CO DO CHOLERY ROBI TU HARRY?!
Zaskoczona wytrzeszczyłam oczy i zachłysnęłam się winem. Szybkim, płynnym ruchem zarzuciłam swoje blond włosy na drugie ramię, próbując zasłonić twarz. Nagle Gardner niechcący przerwał wszystkie przyjacielskie pogaduchy wstając od stołu i wskazując w stronę drzwi.
-Nareszcie jest nasz spóźnialski!- zawołał nadzwyczaj wesoło.

Styles niechybnie zbliżał się do naszego stolika, co przyprawiało mnie o ciarki na całym ciele. Ale po co? Czy wiedział, że będę w tym lokalu? Po cokolwiek przyszedł, zdecydowanie udało mu się popsuć mi humor...
Następna wypowiedź Ryana totalnie wmurowała mnie w krzesło:
-No kochani, przedstawiam wam mojego kuzyna Harry'ego.
Zszokowana odwróciłam głowę ich stronę. Mój były chłopak stał tuż obok i uśmiechał się zawadiacko, ochoczo witany przez moich znajomych. Zatrzymał na mnie swój wzrok i posłał mi przeciągłe spojrzenie prosto w oczy.
"Witaj Grace"- wypowiedziały bezgłośnie jego usta, ale chyba nikt prócz mnie tego nie dostrzegł. Poczułam dreszcze przechodzące przez długoś
c kręgosłupa.
Chwila...
Harry jest kuzynem Ryana?!

Mam przejebane.

czwartek, 9 stycznia 2014

Rozdział 4

Następnego dnia obudziłam się lekko otumaniona. Leżałam skulona na łóżku, okryta tylko białym ręcznikiem, którym opatuliłam się po wczorajszej kąpieli, a w dłoni zaciekle ściskałam swój telefon. Byłam tak zmęczona wczorajszą rozmową z Harrym, bolesnymi wspomnieniami i płaczem, że z miejsca usnęłam jak dziecko. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 9:05.
-Jasna cholera, spóźnię się do pracy!- wykrzyknęłam zaaferowana. Pędem zerwałam się z łóżka, wyciągnęłam z szafy bieliznę oraz byle jaki T-shirt i jasne dżinsy. Pobiegłam do łazienki, przemyłam twarz chlustem zimnej wody, rozczesałam włosy i spięłam je w wysoki kucyk; jako makijaż nałożyłam tylko czarny tusz do rzęs i błyszczyk w kolorze malinowego różu. Wróciłam do sypialni, chwyciłam torebkę, wrzuciłam do niej telefon, po czym zbiegłam na dół, wyszłam z domu i zamknęłam drzwi na klucz. Ile sił w nogach pognałam w stronę restauracji.
-Muszę zdążyć, muszę!- powtarzałam uparcie w myślach. Big Ben wskazywał 9:20. - Mam tylko 10 minut!- pisnęłam spanikowana i przyśpieszyłam bieg. Zaczynałam już opadać z sił, kiedy tuż obok w wolnym tempie przejeżdżał samochód.
Czarne. Sportowe. Porsche.
Czyżby…
-Potrzebujesz podwózki, Grace?
…To był Harry.
-Nie! NIC od ciebie nie potrzebuję!- wykrzyknęłam wściekle bez namysłu.
-A może jednak? Nie byłoby przyjemnie, gdybyś nie zdążyła…- ciągnął Styles ze sztuczną uprzejmością.
Przypomniałam sobie słowa Ryana, mojego szefa, kiedy przyjmował mnie do pracy zaledwie półtora roku temu:
„Mam nadzieję, że będę mógł na tobie polegać. Największą rzeczą, której nienawidzę i nie toleruję jest niepunktualność, więc lepiej wystrzegaj się tego jak ognia. Jedno potknięcie i mogę nie być taki miły.” Jak dotąd udawało mi się sumiennie spełniać to polecenie, bo nigdy nie byłam typem guzdrały, ale akurat dziś wyjątkowo czas nie płynął na moją korzyść.
-Proszę…- Harry otworzył drzwi od strony pasażera. -To tylko parę przecznic. No wsiadaj, no…- powiedział wręcz błagalnie, z zawadiackim uśmiechem, który wywołał pojawienie się uroczych dołeczków w jego policzkach.
Niepewna, zerknęłam na zegar. Była już 8:25.
-Ugh, kurwa, niech ci będzie!- warknęłam niezbyt przyjaźnie i wsiadłam do auta.
-Dobra decyzja- zachichotał Harry i mocno nacisnął pedał gazu. -Co ty byś beze mnie zrobiła?- zapytał ironicznie, kręcąc kosmyk swoich loków na palcu. Spostrzegłam, że udawała mnie, kiedy się zamyślam.
-Nie zmarnowałabym 2 lat życia i swojego zdrowia.- odparłam uszczypliwie, zauważając, że podjechaliśmy pod moje miejsce pracy. Jego wóz był na serio szybki.
-Dziękuję.- rzuciłam z przekąsem wysiadając z auta i pobiegłam do restauracji. Myślałam, że Hazz mnie zatrzyma, lub skomentuje moje negatywne zachowanie, ale tym razem chyba się powstrzymał.
-Proszę bardzo, zawsze do usług!- odkrzyknął radośnie, ruszając dalej ulicą.
Chyba ma dziś wyjątkowo dobry humor, bo tym podobne zachowanie było u niego rzadkością, a raczej wspomnieniem z dawnych lat…

 

Wbiegłam do budynku głównym wejściem, by tracić czasu na okrążanie restauracji i dostawanie się tam tylnym.  Pociągnęłam przeszklone drzwi i od razu wbiegłam na zaplecze, wrzuciłam torebkę do służbowej szafki, zawiązałam w pasie czarny fartuszek, przypięłam firmową plakietkę z moim imieniem i będąc już gotowa stanęłam za barkiem.
-A gdzie podziewa się…- dobiegł mnie głos szefa z magazynu. Chwile później pojawił się przed moją ladą.
-…Grace, jesteś! Igrałaś z ogniem, ale udało ci się. Miałaś dobry czas.- zaśmiał się Ryan, wskazując na zegarek. -Jest 9:29, masz jeszcze minutkę dla siebie.- zabawnie mrugnął do mnie i odszedł do swoich spraw, a ja odetchnęłam z ulgą.
 
Mój szef był całkiem fajnym gościem. Całkiem przystojny, bystry, z poczuciem humoru. Miał talent i zamiłowanie do interesów, więc jakiego biznesu by się nie chwycił- wyciągał z niego duże zyski. Był tak wyrachowany, jakby spędził na takiej robocie już dobre trzydzieści pięć lat, choć on sam miał zaledwie 26. No, a ta jego obsesja na punkcie punktualności… Bywa trochę męcząca, ale chyba już zdążyłam się przyzwyczaić. Nie mam co narzekać, skoro to najwyraźniej jedyny minus tej pracy.

Dwie godziny później, kiedy zdążyłam już poustawiać krzesła i wysprzątać całe pomieszczenie, drzwi restauracji otworzyły się po raz setny tego dnia i pojawiła się w nich para z małym dzieckiem. Podeszłam do nich i wskazałam dwuosobowy stolik z dostawianym, wysokim krzesełkiem dla maluszka. Następnie podałam im karty i w oczekiwaniu na ich wybór wróciłam do pomieszczenia dla pracowników. Spotkałam tam nikogo innego jak Rose, która szybko i niezdarnie wiązała fartuch.
-Hej Grace.- wymamrotała.
-Hej Rosie.- odparłam zdrobniale. -Ktoś tu się spóźnił…- drażniłam się z nią.
-Oh, nie przypominaj mi!- odfuknęła.
-Ha ha, spokojnie, ja też o mały włos bym nie zdążyła.
Na zapleczu pojawił się Ryan, spojrzał na Rose i zmieszany wydusił z siebie „Hej”. Uśmiechnął się do niej słodko, spuścił wzrok i wyszedł. Nie było ani słowa o jej ponad 15 minutowym spóźnieniu, żadnej pogadanki, reprymendy, gróźb, zwolnienia. Nic, tylko te uśmieszki i spojrzenia. Chyba się w sobie bujają, dlatego Ryan przymknął oko na jej wykroczenie.
-Co to było?- zachichotałam do Rose, opierając rękę na biodrze.
-No… Nic… O c… co ci chodzi…?- wyjąkała speszona. Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.
-Coś się między wami święci…- powiedziałam tajemniczo. –Widzę to.- dokończyłam z szelmowskim uśmiechem i wróciłam z powrotem do klientów. Młoda para z dzieckiem zdecydowała co chcą zamówić, więc podeszłam do nich i zaczęłam notować.
-Ja poproszę bruschetty z pomidorami i bazylią, a do tego risotto z kurczakiem.- zaczęła jasnowłosa kobieta.
-Dla mnie pieczony filet z łososia z brązowym ryżem.- zadecydował jej partner.
-Możemy jeszcze prosić kisiel dla naszego synka?- zapytała znowu blondynka, na co około dwuletni chłopczyk uśmiechnął się uroczo, ukazując jedyne cztery ząbki.
-Oczywiście, zaraz będzie gotowe.- odpowiedziałam uprzejmie i poszłam na kuchnię, by zanieść zamówienie szefowi kuchni.
Nasz kucharz Charlie stał właśnie przy kuchence i energicznie mieszał 
jasnobrązową ciecz, zapewne przygotowywał sos do pieczeni.
-Z czym przychodzisz?- zagadnął i odwrócił się w moją stronę.
Risotto i łosoś, dla ciebie łatwizna.- odparłam z uśmiechem podając mu karteczkę, z bardziej szczegółowym opisem dań, którą zanotowałam. -A do tego obowiązkowo kisiel, ale przestudzony, dla maluszka.
-Przyszli z dzieckiem?
-Tak, uroczy chłopczyk. Choć nie tak jak słodki jak Aiden.- przyznałam na wspomnienie ślicznego bratanka Charliego, którego miałam okazję poznać tydzień temu. Właściwie, był on jednym z najładniejszych bobasów jakie kiedykolwiek widziałam.
-No wiadomo, w końcu mały odziedziczył urodę po wujku.- zachichotał Charles i zabrał się za łososia.
-Zauważyłaś, że coś iskrzy między Ryanem i Rose?- zmienił temat  Joel, pomocnik kuchenny.
-Oczywiście! To moją najlepsza przyjaciółka, zawsze widzę kiedy coś się święci.- zaśmiałam się. -Niecałe pół godziny temu nasz szef nie zrobił żadnej awantury o jej piętnastominutowe spóźnienie.
-Żartujesz?!- zdziwił się Charlie przenosząc wzrok z patelni mnie. -To do niego niepodobne.- pokręcił głową w zamyśleniu.
-Tak to jest kiedy ktoś się zakocha, przestaje być całkiem sobą i nie myśli logicznie.- stwierdził trafnie Joel .
-Świetnie to ująłeś.
-A co powiecie na małe spotkanie dziś wieczorem? Cała nasza pracownicza ekipa, pogadalibyśmy, napili się wina. Może udałoby nam się spiknąć Rosie z Ryanem…- przedstawił swój pomysł Charles.
-Genialny pomysł, o ile reszta ma wolny czas.- przytaknął Joel.
-Ja jestem dziś wolna i z chęcią przyjdę. Uproszę Rose, żeby też z nami poszła.- postanowiłam.
-Ale jak ściągniemy tam naszego szefuńcia?- zapytał kucharz z uśmiechem.
-Zarzucimy przynętę a on połknie haczyk…- zachichotałam, na co chłopaki spojrzeli na mnie zdziwieni. –Mam na myśli, że skoro uda mi się przekonać Rosie, to ona sama zaciągnie tam Ryana.- powiedziałam rozkładając ręce, jakby mój pomysł był oczywistą oczywistością.
-Ty to masz łeb!- Joel pochwalił moją dedukcję.
-Ach, nie schlebiaj mi tak, bo od tych pochwał rozpłynę się jak masełko na tym łososiu!- zachichotałam, udając gorąco. –Który już dawno powinien leżeć na stoliku nr 3 i być pałaszowany przez tamtego faceta, więc lepiej się pośpiesz Charlie!- ponagliłam go, lekko uderzając kuchenną ścierką.
-Tak jest!- odparł Char stając na baczność i salutując mi. –Może się pani odmeldować, kisiel i risotto gotowe!
-Dobra robota szeregowy!- odpowiedziałam mu tym samym i poszłam zanieść dania klientom.
Znajdując się już na sali podeszłam do klientów.
-Proszę bardzo.- powiedziałam uprzejmie podając kobiecie bruschetty.
-A to dla małego księcia.- uśmiechnęłam się do około rocznego chłopczyka, stawiając przed nim kisiel.
-Brrrr… Datatatata…- odpowiedziały mi urocze, niezrozumiałe odgłosy.
-Reszta zamówienia będzie gotowa za chwileczkę.- oznajmiłam i wróciłam za kawiarnianą ladę.
Na Sali mignęła mi zgrabna sylwetka Rose, przemieszczająca się między stolikami.
-Rosie!- zawołałam ściszonym głosem, aby nie przeszkadzać gościom lokalu. Przyjaciółka podeszła do mnie i oparła łokcie o szary blat.
-Co tam? O co chodzi?
-Pomyśleliśmy z chłopakami, że moglibyśmy wybra
ć się gdzieś razem dziś wieczorem, takie kameralne spotkanie całą pracowniczą ekipą. Może mogłabyś wpaść?
-Hmmm...- zamyśliła się.
-No proszę Rose, tak dawno nigdzie nie wychodziliśmy, rozerwijmy się trochę.- posłałam jej błagalne spojrzenie. Wreszcie w odpowiedzi skinęła głową, na co moją twarz rozjaśnił promienny uśmiech.
-No dobrze, może by
ć fajnie.- przyznała niepewnie.
-Super! Nie pożałujesz, uwierz mi, będzie świetna zabawa.- zapewniłam ją.- Ale...
-Jest jakieś "ale"?- przyjaciółka zachichotała nerwowo.
-Mogłabyś zaprosi
ć Ryana?
Zaskoczona moimi słowami Rose upuściła szklankę, która z hukiem roztrzaskała się o podłogę. Zachichotałam, rozbawiona jej zdenerwowaniem i pomyślałam z uśmiechem: "To zdecydowanie będzie niezapomniany wieczór."

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 3

  Pogoda diametralnie zmieniła się od ostatnich kilku dni. Zrobiło się zimno i lało- czyli standardzik, Londyn wrócił do swojej normy. Skończyłam właśnie robienie zakupów i ruszyłam w drogę do domu, kiedy ciężka, burzowa chmura zawisła na niebie i postanowiła złośliwie zmoczyć mnie całą ulewnym deszczem. Nie mając przy sobie niczego, czym mogłabym się bardziej okryć, przyspieszyłam kroku, by schować się pod daszkiem przystanku autobusowego. Inni ludzie na ulicach nie zachowywali się jednak tak jak zwykle. Nikt nie wyjął parasola i nie kontynuował swojej wędrówki bez względu na złą pogodę, jak to londyńczycy mieli w zwyczaju. Wszyscy pochowali się w budynkach, celem uniknięcia przemoczenia do suchej nitki. Cała ulica w momencie opustoszała. Ustał nawet ruch uliczny, gwar wielkiego miasta. Dookoła panowała prawie zupełna cisza, przerywana jedynie odgłosem kropelek deszczu, które obmywały moją twarz, moczyły ubrania a następnie uderzały o ziemię. Zostałam sama na dworze, ubrana w cieniutką bluzę, z ciężkimi reklamówkami pełnymi jedzenia, w straszną ulewę. Nie mogę powiedzieć, że czułam się bezpiecznie. Mimo to, pewnie ruszyłam dalej, aby jak najszybciej znaleźć się w domu.

   Kiedy udało mi się dotrzeć na miejsce, rozpakowałam zakupy, a następnie postanowiłam wziąć długą, ciepłą kąpiel, która rozgrzeje mnie i zrelaksuje po niemiłym starciu z nagłą zmianą pogody. Odkręciłam kran i wlałam do wanny troszkę ulubionego żelu, przez co po całym pomieszczeniu rozniósł się piękny zapach malin z nutką wanilii. Dla dodania nastroju zapaliłam kilka świeczek, porozstawianych na półeczkach oraz umywalce. Upięłam włosy w luźnego koka, aby się nie zamoczyły i z radością zanurzyłam się w obfitej pianie. Po około pół godzinie słodkiego odpoczynku, z błogiego spokoju wyrwał mnie natarczywy, lekko irytujący odgłos. Pośpiesznie spłukałam pianę z mojego ciała, ale zapanowała cisza. Kiedy ponownie usłyszałam dźwięk swojej komórki okryłam się ręcznikiem, wyszłam z łazienki i chwyciłam telefon.
-Halo?- powiedziałam odbierając.
-Hej, skarbie.- odpowiedział niezidentyfikowany głos.
-C… co…? Kto mówi? Odparłam zaniepokojona, stając na środku swojego pokoju.
-Trzy lata minęły, a ty w samym ręczniku wciąż wyglądasz tak samo seksownie…- wymruczał głos.
-Kim jesteś?!- panicznie poprawiłam okrycie wokół swojego nagiego ciała.
-Dobrze wiesz, że ja nie odpuszczam. Obserwuje cię maleńka. Wyjrzałam przez okno i dostrzegłam znajome czarne porsche zaparkowane przez moim domem.
-Harry?! Podglądasz mnie?! Daj mi spokój, zadzwonię na policję!
-Nie masz dowodów, nic ci to nie da. Czy tego chcesz czy nie- jesteś moja na zawsze!
Auto Styles'a powoli wycofało z mojego podjazdu, po czym wjechało na ulicę. Zza szyby od strony kierowcy zauważyłam jeszcze jego sylwetkę. W jego oczach błyszczała desperacja, tańczyły w nich zadziorne ogniki. Uśmiechnął się do mnie przebiegle, cały czas wpatrując się w moje oczy, przepełnione strachem przed nim i obawą tego, co może ponownie zrobić z moim życiem. Ta sytuacja chyba go bawiła, a raczej sprawiała mu radość. Lubił kiedy się bałam. Podobało mu się widzieć mnie przerażoną. Gdy już ponadawał się owym widokiem odjechał z piskiem opon, rozwijając maksymalną prędkość swojego samochodu. Przez chwilę jeszcze wyglądałam przez szybę, nie mogąc się otrząsnąć. Chwiejnie cofnęłam się o kilka kroków, opadłam na łóżko i wybuchłam niekontrolowanym, panicznym płaczem.
Z.N.A.L.A.Z.Ł. M.N.I.E.
C.A.Ł.K.O.W.I.C.I.E.
Jakimś cudem udało mu się zdobyć moje wszystkie namiary. Wie gdzie mieszkam, gdzie pracuje, zna mój numer telefonu. Ma mnie w garści. Kiedy wreszcie udało mi się od niego uciec, on znowu chce zniszczyć mnie i całe moje życie. Nie mogę mu się poddać, nie mogę pozwolić by przejął nade mną kontrolę. Nie mogę znowu przez to przechodzić. Już tyle przez niego wycierpiałam. Pomyślałam o pierwszym razie, kiedy jego agresja wybuchła. Pierwszy raz kiedy zadał mi ból. W momencie powróciły do mnie wspomnienia, o których tak bardzo chciałam zapomnieć…
”Zamknij się już, w dupie mam twoje kłamstwa!- przerwał moją wypowiedź, krzycząc. Jego oczy natychmiast zmieniły swój wyraz- z obojętnie szorstkiego, na obłędnie wściekły. Zmarszczył czoło i brwi, a jego rysy twarzy nabrały ostrego wyrazu, usta wyprostowały się w cienką linię, ledwo zasłaniającą mocno zaciśnięte zęby.
-Harry, proszę…- powiedziałam błagalnie.
-Gówno obchodzą mnie twoje prośby. Czy ja cię nie prosiłem o szacunek, wierność?! Nie obchodziło cię to, więc i ja o to nie dbam! Spotykasz się z nim!!!- wrzasnął ponownie.
-Nie! On tylko naprawiał drukarki w naszej redakcji, pierwszy raz go w życiu widziałam, naprawdę!
-Nie wierzę ci, jesteś zwykłą suką. Pewnie puszczasz się z każdym za moimi plecami!- wysyczał zawistnie.
-Nie, Harry, dobrze wiesz, że nie! Co w ciebie wstąpiło?!-krzyknęłam. Łzy leciały ciurkiem po moich policzkach. Nagle na jednym z nich poczułam siarczysty cios z otwartej dłoni. Zawyłam z bólu i osunęłam się na podłogę. Uderzone miejsce niemiłosiernie pulsowało. Spojrzałam spode łba na jego złą minę. Tak bardzo mnie wtedy przerażał… Nigdy nie zapomnę tego wyrazu twarzy. Kiedy zbliżył się do mnie o kolejne kilka kroków i kucnął przy mnie, ja leżałam w kącie, skulona i bezbronna w przeciwieństwie do postawnego i silnego mężczyzny jakim był on. Mówiąc szczerze, w tamtej chwili mógł zrobić ze mną dosłownie wszystko, co mu się tylko podobało, bo ja i tak nie dałabym rady się obronić. Byłam bez szans. Styles chwycił mnie za włosy na czubku głowy i mocno przyciągnął mnie do siebie. Syknęłam przeciągle, czując przeszywający ból na całej głowie.
-Dowiem się dokładnie, co się wydarzyło między tobą a nim, i obiecuję ci, że gorzko tego pożałujesz.- wyszeptał mi do ucha. Przeniósł swoje wargi na moją szyję i zadał na niej kilka delikatnych pocałunków, po czym zjechał do czułego punktu, przy jej podstawie. W tamtej chwili nawet ten „czuły” gest wywoływał we mnie strach. Wpił się w nią silniej, ssał zdecydowanie zbyt mocno i zachłannie, wywołując nieprzyjemne uczucie w owym miejscu i przechodzący dreszcz. Uzmysłowiłam sobie, co miał zamiar zrobić. Zostawić swój ślad na moim ciele, naznaczyć mnie. Kiedy skończył, wykorzystał fakt, że nadal trzyma moje włosy w garści i pociągnął mnie na tyle mocno i zamaszyście, że całym ciałem uderzyłam o zimną posadzkę. Na koniec tych tortur, schylił się jeszcze, chwycił mnie za podbródek i uniósł moją głową.
-Nawet nie próbuj uciekać. Znajdę cię. Jesteś moja- na zawsze.- wyszeptał z uśmieszkiem satysfakcji. Wypuścił mnie, co poskutkowało bolesnym obiciem mojej buzi o podłogę. Stróżka krwi pojawiła się na jasnych panelach. W jednej chwili czułam tyle cierpienia, że nie byłam w stanie zlokalizować z jakiego miejsca krwawię. Zauważyłam tylko jak Harry wyszedł z domu i dokładnie zamknął drzwi na klucz. Potem świat zawirował, przed moimi oczami zapanowała ciemność. Straciłam jakikolwiek kontakt z rzeczywistością i zemdlałam.”
Czy po tym uciekłam? Nie, za bardzo się bałam. Styles uprzedzał co ze będzie się działo, jeśli się dowie, że w ogóle próbowałam zwiać. Wytrzymałam rok w takim cierpieniu, nieraz nawet bardziej brutalnym, zanim odważyłam się od niego wyrwać. Pewnego dnia po prostu rzuciłam wszystko co trzymało mnie w Holmes Chapel- pracę, znajomych- i wyjechałam.
Przypominanie sobie tych męczarni, przez które przechodziłam, coraz bardziej przekonywało mnie, że jeśli poddam się Harry’emu będę przeżywać wszystko od nowa. Być może nawet ze zdwojoną siłą…
-Muszę wytrwać, nie dam się!- powtarzałam sobie w myślach. Czy mi się uda? Sama wątpiłam.
Pomimo wszystko nie chciałam znowu cierpieć, a on już zaczął mieszać mi w głowie.

sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział 2

Dla przypomnienia, pochyloną czcionka opisywane są wspomnienia.
_________________________________________________

-Mogę prosić o kawę?- Zapytała kobieta w średnim wieku z burzą czarnych loków.
-Oczywiście, już przynoszę.- Odpowiedziałam z uśmiechem i wróciłam za bar by zrealizować jej zamówienie. Nasypałam świeżej kawy do ekspresu i spieniłam mleko w maszynce. Usłyszałam dobiegający z bliska głos:
-Ja poproszę coś ostrego i gorącego, maleńka…- Wymruczał owy głos. TEN głos, którego miałam nadzieję już nigdy nie usłyszeć. A jednak. Odwróciłam się niepewnie i moje obawy się potwierdziły. Zauważyłam Harry’ego siedzącego tuż naprzeciwko; oddzielała nas jedynie restauracyjna lada. Spojrzałam na niego z przekąsem, na co on odpowiedział przebiegłym uśmieszkiem.
Dupek.
Obróciłam się na pięcie i poszłam na zaplecze, do kuchni. Na talerzu położyłam małą papryczkę chilli i wróciłam za bar, by podstawić mu „zamówienie” przed nos. Harry spojrzał na nie zdziwiony i zaśmiał się gardłowo.
-Ha ha, zadziorna jak zwykle… Pamiętam chwile kiedy wychodziło ci to na plus.- Wstał i przyciągnął mnie za rękę. -Na przykład w nocy…- Wymruczał do mojego ucha. Momentalnie obezwładnił mnie jego zapach. Poczułam coś w rodzaju obrzydzenia, na wspomnienie tego, co kiedyś mi się podobało, a teraz… przerażało.
-Odwal się, jestem w pracy.- Wysyczałam przez zaciśnięte zęby i wyrwałam się z jego uścisku.
-Długo mam jeszcze czekać na moją kawę?!- Zniecierpliwiła się kobieta w czarnych lokach.
-Już idę!- Odkrzyknęłam.
Harry przytrzymał mój podbródek i odwrócił moją twarz w swoją stronę.
-Na dziś zostawię cię już w spokoju, ale nie przyzwyczajaj się zbytnio…- Wyszeptał i delikatnie złożył pocałunek na moich ustach.
-Zobaczymy się niedługo.- Dokończył z łobuzerskim uśmiechem i wyszedł z restauracji. Stałam chwilę osłupiała po tym co się wydarzyło. Usiłowałam złapać oddech.
-Prosiłam o kawę!!!- Rozwścieczony głos klientki przywrócił mnie do rzeczywistości. Chwyciłam butelkę wody po czym pędem zrobiłam kilka łyków i przepłukałam wargi. Zajęłam się zleceniem klientki. Szybko dolałam wrzątku do przygotowanej szklanki z napojem i zaniosłam czarnowłosej jej zamówienie.
-Przepraszam za zwłokę. Kawa na koszt firmy.
-Dziękuję.- Odbąknęła kobieta, nieco już milej.
Wróciłam za barek i zatrzymałam wzrok na krześle, gdzie siedział Harry. Uświadomiłam sobie, że on już nie odpuści. Mój koszmar rozpoczął się na nowo.
-A co jeśli on się zmienił?- Przemknęło mi przez myśl. Jednak już po chwili szczerze zwątpiłam w ten pomysł. „Ludzie się nie zmieniają.”- jak mawiała moja mama. Szczególnie Hazz, on zawsze był zdecydowany i zaborczy. Nawet, gdy jeszcze było dobrze, na początku naszej znajomości. Odkąd tylko pamiętam, nigdy nie odpuszczał i zawsze, nawet w najbłahszych sytuacjach, stawiał na swoim…
„-Kocham cię.- Usłyszałam tuż nad swoim uchem.
-Ja ciebie też.- Odparłam zagłębiając swoje palce w jego loki. Przyciągnęłam o delikatnie i już po chwili znalazł się na tyle blisko mojej twarzy by złożyć na mych ustach miękki i namiętny pocałunek.
-Na zawsze…- Wyszeptał.
Ta chwila mogłaby trwać wiecznie. Leżeliśmy na zielonej polanie, w otoczeniu rozłożystych koron drzew. Oparłam głowę na kolanach Harry’ego i wpatrywałam się w bezchmurne, błękitne niebo, kiedy on gładził mnie po włosach. Nasze tajne miejsce znajdowało się na wzgórzu. Z dala od miejskiego zgiełku, codziennych spraw, obowiązków i problemów. Przychodziliśmy tam by od tego odpocząć, nacieszyć się sobą. W ciągu tygodnia widywaliśmy się sporadycznie. Oboje byliśmy zajęci: Harry pracował w warsztacie samochodowym, mnie przyjęto na staż w miejscowej redakcji, a do tego jeszcze moje wieczorowe studia dziennikarskie. W naszej samotni mogliśmy pobyć razem bez przeszkód, od rana do wieczora. No, może z małymi wyjątkami- również w nocy…
-O czym myślisz?- Zapytał mój chłopak pochylając się nade mną.
- O niczym…- Odparłam wymijająco.
-Grace, nienawidzę kiedy mnie spławiasz!- Upomniał mnie podirytowany.
-P… przepraszam…- Spuściłam głowę w konsternacji.
-Ugh… już dobrze.- Hazz westchnął i się opanował.- Ale powiesz mi wreszcie?- Bardziej zażądał niż zapytał.
-Zastanawiam się jak będzie wyglądała nasza przyszłość.
-Ha ha, jak to jak? Będziemy razem.- Odparł całując mnie w czoło, jakbym zapytała o najzwyklejszą w świecie oczywistość. -NIGDY nie pozwolę ci odejść. Rozumiesz?!- Podkreślił stanowczo, zacieśniając uścisk na moim ciele. Zaskoczona lekko skinęłam głową na potwierdzenie jego słów. Czasem przerażało mnie to co mówił, a może to jego samego zaczynałam się bać…?
-Chodziło mi o to, jak będziemy wyglądać, co będziemy wtedy robić, gdzie?
-Kiedyś się tego dowiemy, przyjdzie na to odpowiedni czas. Najważniejsze, że razem.- Harry dalej upierał się przy swojej wersji wydarzeń w tym temacie, więc jak to zwykle- odpuściłam.”

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 1

Był ciepły majowy dzień. Słońce łagodnie ogrzewało moją twarz. Włosy były rozwiewane przez leciutki wietrzyk, z każdym kolejnym moim krokiem. Okręciłam się wokół własnej osi, rozkoszując się zapachem świeżo skoszonej trawy i dopiero co zakwitłych kwiatów. Ach… wiosna. Najpiękniejsza pora roku! Kiedy po długiej zimie, wszystko na nowo powracało do życia. Było coraz cieplej, dni stawały się dłuższe, krzewy się zieleniły, a ptaki powróciły do swojego wesołego świergotu. I do mnie powróciła radość, kiedy wreszcie mogłam nacieszyć się wiosenną atmosferą.
            Poprawiłam ułożenie kwiecistej sukienki, którą miałam na sobie i ruszyłam chodnikiem w stronę swojego miejsca pracy. Ranna zmiana akurat mi odpowiadała, byłam wypoczęta i wesoła. Skręciłam w boczną uliczkę znajdującą się niedaleko parku i rozglądnęłam się wokoło. Oglądałam małe pączki na gałązkach drzew. Przejeżdżające obok mnie czarne, sportowe auto, wydało się dziwnie znajome. Bez namysłu skręciłam, starając się zniknąć za budynkiem, aby…
-Hej!
…Kierowca mnie nie dostrzegł. Natychmiast przyspieszyłam kroku, w ogóle nie zważając na tamtą osobę. Udałam, że ani trochę się nie przejęłam. Niepostrzeżenie zakryłam twarz włosami, by mnie nie rozpoznano. Albo mi się wydawało, albo to ten dobrze znany mi głos. Obym się pomyliła, bo nie miałam żadnego zamiaru ponownego spotkania jego właściciela.
-Grace! Zaczekaj!
Cholera. To. Naprawdę. On.
Stanęłam jak wryta.
-O nie…- Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie.
Wciągnęłam powietrze do płuc, wykonując głęboki wdech, aby się uspokoić. Powoli i ostrożnie odwróciłam głową. To był błąd.
Stał tam, tak po prostu. Stał przy swoim aucie, w odległości jakichś dziesięciu metrów. Stał i gapił się na mnie, wykrzywiając usta w szerokim, przebiegłym uśmiechu. W jego oczach błyszczały zadziorne ogniki- zupełnie takie same, jak wtedy, gdy widziałam go po raz ostatni.
-Witaj, skarbie.
Odgarnęłam włosy z twarzy i stanęłam mu naprzeciw. Otworzyłam usta, by cokolwiek powiedzieć, ale wydobyłam z siebie tylko zszokowany jęk, na co on zaśmiał się pod nosem.
-Dawno się nie widzieliśmy.
-T… t… tak…- Wydukałam w odpowiedzi.
Zaczął się powoli zbliżać w moim kierunku. Zrobiłam dwa kroki w tył, nie tracąc kontaktu wzrokowego.
-Co się dzieje, chyba się mnie nie obawiasz?- Zapytał łobuzersko i zadziornie przejechał ręką po swoich brązowych lokach. Zauważyłam, że specjalnie mnie zaczepił. Nie mogłam mu pozwolić na takie kpiny, postanowiłam pokazać, że jestem twarda.
-Nie, niby czemu?- Odparłam, chwilowo nabierając pewności siebie.
Wzruszył ramionami i ukazał rządek białych zębów w swoim idealnym uśmiechu.

-Może masz zamiar mi wyjaśnić, co cię tu sprowadza?
-Może.- Odparł pośpiesznie wydymając wargi.
-Śpieszę się. Chcesz czegoś konkretnego, czy będziesz dalej zawracał mi dupę?- Zapytałam ironicznie.
-Właściwie jest coś…- Zaczął. Podszedł do mnie kolejne kilka metrów, co zajęło mu sekundę, dzięki jego długim nogom.
-Przyjechałem po coś specjalnego…- Zbliżył się znacznie, moje serce przyśpieszyło swoje bicie miliard razy, a oddech stał się nerwowy i nierównomierny. Nie mogłam się poruszyć. Stał już tak blisko, że gdyby nie duża różnica wzrostu stykalibyśmy się nosami. Jego zapach oplótł mnie ze wszystkich stron. Poczułam jak zaciska mi się gardło, a wszystkie mięśnie mojego spiętego ciała jeszcze mocniej się kurczą. Po plecach przebiegł mnie zimny dreszcz.
-N… n… no czego ode mnie chcesz?!- Zapytałam panicznie.
-…Chcę ciebie.- Wyszeptał, delikatnie dotykając ustami moją szyję. Obezwładniona jego subtelnym dotykiem wydałam z siebie serię westchnięć, po czym szybko obudziłam się otępienia.
-Nie. Nie ma mowy.- Powiedziałam stanowczo i gwałtownie się odsunęłam. -Nie pozwolę ci znowu wtargnąć do mojego życia, już mnie nie zniszczysz!- Wykrzyknęłam i zaczęłam biec w stronę swojej pracy. W duchu dziękowałam, że znalazłam się tak blisko jakiegoś wybawiającego miejsca. Mała restauracja, gdzie zarabiałam, była tuż pod nosem, wystarczyło przejść przez ulicę.
Przemaszerowałam przez pasy w szybkim tempie, aż znalazłam się dosłownie trzy kroki od tylnego wejścia do budynku. W tym momencie poczułam uścisk na swoim nadgarstku i zostałam nagle odwrócona.
-Już nie pamiętasz jak bardzo nie lubię, kiedy się mnie ignoruje?!- Warknął mój oprawca. Chwycił mnie za przedramiona i przyparł do murowanej ściany restauracji.
-Puszczaj…- wyszeptałam z trudem.
-Trochę się namęczyłem, żeby cię znaleźć. Teraz już nie będzie tak łatwo się ode mnie uwolnić.
-Puszczaj… Harry… To boli…- Wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
-Już się mnie nie pozbędziesz.- Wyszeptał do mojego ucha, muskając je wargami. Wypuścił mnie z uścisku i po prostu się oddalił. Stałam oszołomiona i wpatrywałam się jak odchodzi w stronę swojego auta. Otwierając drzwi czarnego porsche wykrzyknął kokietującym głosem, który przyprawił mnie o mdłości:
-Do zobaczenia wkrótce, piękna.

Prolog

"Aby zapanować nad człowiekiem, trzeba sprawić, by zaczął się bać."

                                                                                                      ~Paulo Coelho

     Strach zdecydowanie przejął kontrolę nad moim życiem. Zwłaszcza, że kiedy udało mi się zagoić rany w moim sercu, zacząć od nowa, kiedy już zdążyłam wszystko sobie ułożyć... powrócił do niego ON. Ktoś o kim tak bardzo chciałam zapomnieć, kto był powodem dla którego rzuciłam wszystko co miałam w rodzinnym mieście i wyjechałam, jak najdalej od niego. Sądziłam, że uwolniłam się od wszelkich dręczących mnie myśli, wspomnień i wydarzeń z nim związanych, bólu- zarówno fizycznego jak i psychicznego. A jednak... znowu przekonałam się, że ON nigdy się nie poddaje.
Mój koszmar rozpocznie się na nowo.

Bohaterowie



Grace River
(19 lat) 


Pochodzi z Holmes Chapel w Wielkiej Brytanii. Życie nie raz dało jej w kość- jej rodzice nie żyją, po ich śmierci straciła kontakt z bratem, a chłopak się nad nią znęcał. Po tym co przeszła stała się nieufna i skryta, ale dla prawdziwych przyjaciół jest zawsze oddana i życzliwa. Mieszka w Londynie, gdzie również się uczy się na kierunku ochrony środowiska University Collage London, oraz pracuje w  restauracji. Stara się tam na nowo ułożyć sobie życie, ponieważ 3 lata temu udało jej się  uciec przed swoją największą miłością, która przerodziła się w najstraszniejszy koszmar.




Harry Styles
(20 lata)

Pochodzi z Holmes Chapel. Wychowywał się razem z Grace, a ich dziecięca przyjaźń szybko przerodziła się w nastoletnią miłość. Skrywa w sobie tajemnice, których świadomość zadaje mu ogromny ból. Wyładowywał wściekłość na swojej dziewczynie, ale udało jej się wymknąć. Często obłudny i zaborczy, choć bywa także uczuciowy. Jeśli mu na czymś zależy, to zrobi wszystko, żeby to zdobyć i osiągnąć swój cel. Nigdy się nie poddaje i zawsze stawia na swoim.
___________________________

Bohaterowie drugoplanowi


Rose Anderson

(20 lata)

 Urodziła się w Brentwood, a do centrum Londynu sprowadził ją staż studencki na wydziale architektury wnętrz. Dzięki temu skutecznie umknęła zdecydowanie nadopiekuńczym rodzicom i zaczęła samodzielne życie. Jest najlepszą przyjaciółką Grace, którą poznała na uniwersytecie, pracuje w tej samej restauracji. Jest z natury nieśmiała i łatwo się zawstydza, niedostępna w sferze uczuciowej, ale jej delikatność i urok osobisty onieśmielają niejednego mężczyznę.  Zakochana w swoim szefie Ryanie, nie umie się przed nim otworzyć i zdobyć na odwagę w jego obecności, co często powoduje niezręczne lub zabawne sytuacje.





Ryan Gardner
(22 lat)
Od urodzenia mieszka w Southwark, jednej z londyńskich gmin. Jest właścicielem dobrze prosperującej restauracji "Tasty Touch" w centrum Londynu. Ma smykałkę do interesów, zna się na rynku pracy i wszelkich biznesowych sprawach. Jeśli jest czegoś pewien, zaryzykuje wiele, by to zdobyć. Cechuje go nadzwyczajna punktualność, której wymaga również od swoich pracowników. Poza pracą jest wyluzowany, pełen poczucia humoru. Zazwyczaj realista, ale zdarza mu się zatrac się w marzeniach. Jest zadurzony w Rose, przy niej peszy się i traci pewność siebie. Boi się wyznać jej swoje uczucia, aby nie zniszczyć ich służbowych relacji.

Joel Bennett
(23 lata) 
Dobry kumpel Ryana i pomocnik kuchenny w jego restauracji. Miewa problemy finansowe, dlatego (podobnie jak jego znajomi) zarabia na własne utrzymanie i studia zaoczne- na wydziale psychologii. Wiele już przeszedł, ale z każdego problemu potrafił się wykaraskać i zmotywować do dalszego działania. Mieszka sam, w niebezpiecznej londyńskiej dzielnicy Brixton. Podoba mu się Grace, ale nie czuje się na tyle pewnie, by się z nią umówić, więc wystarcza mu bliska przyjaźń. Ma poczucie humoru i dystans do świata. Ceni sobie życie towarzyskie, gdyż przyjaciele są jedyną rodziną jaką ma. W głębi duszy jest subtelny i romantyczny.



Charles"Charlie"Johnson
(23 lat)
Od dziecka jego pasją jest gotowanie, co przełożyło się również na jego pracę. Po studiach gastronomicznych pracował w kilku knajpkach oraz kuchniach hotelowych, jednak ostatecznie spełnia się zawodowo w "Tasty Touch", restauracji swojego przyjaciela Ryana. Na co dzień kumpluje się także z Joelem, któremu często pomaga zważywszy na jego sytuację życiową. Od 4 lat mieszka w centrum Londynu ze swoją dziewczyną Samanthą. Bardzo przywiązuje się do ludzi, zrobiłby wszystko dla tych, których kocha. Jest męski i odważny, lecz ufa swojemu rozsądkowi i kieruje się nim. Ma dobre serce oraz nie brak błyskotliwości czy humoru czym szybko zyskuje sobie sympatię innych.

____________________________

Bohaterowie epizodyczni






Samantha “Sammy” Blake
(21 lat)

Już od 5 lat jest dziewczyną Charliego, a od 4 mieszkają razem w pobliżu parku na Guy Street, niedaleko centrum Londynu. Pracuje jako przedstawicielka ośrodka adopcyjnego.  Jest nieustannie pełna energii, łatwo się ekscytuje, wręcz buzują w niej emocje. Zawsze skora do pomocy, przez swoje gorące serce. Stale radosna i uśmiechnięta. Wszystkim w otoczeniu udziela się jej pozytywne nastawienie do świata.